Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Tajemnica krewetkowych zgonów.
#1
Oto moje krewetkarium.

   

Zwykła, standardowa kostka z dość surowym pejzażem bez powalających na kolana aranżacji.
Bynajmniej, nie o wzrokowe doznania mi chodzi a o przedstawienie drugiej, ciemnej strony krewetkarstwa na którą to ścieżkę wszedłem razem z dużą rzeszą innych akwarystów błądząc ciągle w odmętach internetu za tą właściwą.
Chodzi o znaną sytuację w której część akwarystów zakłada krewetkaria z caridinami dając najlepsze podłoża, cud bakterie, skrupulatnie odważają mineralizatory by zmieścić się w granicach magicznych wartości GH a wszystko regularnie posypywane mielonymi skałami z głębin oceanów mającymi dać szczęśliwy rajski żywot naszym podopiecznym.
Jednakże, ów raj szybciej lub pózniej zmienia się w krewetkowe piekło z którego żywe nie wychodzą.
Ten, który miał być ich najlepszym opiekunem a stał się mimowolnie katem i oprawcą zarzuca krewetkarium na zawsze lub próbuje znowu, jak nie od razu to po pewnym czasie gdy głosy wyrzutów sumienia i traumy ucichną.
Zwykle polega na placu boju ponownie oglądając któryś raz z rzędu pusty zbiornik z pływającymi co najwyżej małżoraczkami.
Internetowe jęki pomocy w zapobieżeniu dalszemu holokaustowi krewetek co jakiś czas cichną bo akwarystom hodującym krewetki tak szczęśliwie, że prezentują całe regały swoich zbiorników też w końcu ręce opadają.
Nic dziwnego, ileż razy w kółko można mówić i radzić to samo a w odpowiedzi usłyszeć, że właśnie uczeń robi dokładnie jak mistrz radzi i.... nic nie pomaga.
Na koncie zalicza kolejne masowe zabójstwo a jedyna cecha wspólna łącząca go ze starymi krewetkomaniakami, to liczba zabitych sięgająca liczby urodzeń u tych drugich.
Przyczyn i tajemnic ginięcia całych populacji caridin mimo prowadzenia zbiornika jak najbardziej skrupulatnie jest pewnie wiele
sądzę jednak, że znalazłem przynajmniej dwa podstawowe czynniki niepowodzeń u "mrocznych kreweciaży" które chcę w miarę dokładnie opisać.

Woda RO

Teoretycznie niby woda tak uzyskana jest prawie taka sama u każdego. Mała różnica w przewodności takiej wody zwykle nie jest brana pod uwagę bo to przecież i tak woda niemal totalnie czysta. Uwierzyłem, że tak nie jest bo sama przewodność u każdego może oznaczać zawartość zupełnie innych związków. Moja woda osiąga normalnie 30-50 mikrosimensów więc powinna być dobra zwłaszcza, że GH i KH sa całkowicie zerowe. Tak sobie można to tłumaczyć a tymczasem to właśnie taka przewodność rzędu kilkudziesięciu mikrosimensów bez notowanej jakiejkolwiek twardości wody oznacza obecność "czegoś". Ten składnik X okazał się niestety powodem kłopotów. Wylinki zawsze kończyły się śmiercią. Krewetki wychodziły cało z linienia jeśli długo nie robiłem żadnych podmian ani dolewek odparowanej  wody. W końcu podmianę zrobić jednak musiałem a wtedy historia się powtarzała.
Zamontowałem więc na wyjściu z filtra żywicę demineralizującą dzięki czemu uzyskałem przewodność rzędu 4-8 mikrosimensów.
I co?
Zrobiłem krewetom szokującą podmianę  dziewięćdziesięciu procent wody. To było sześć tygodni temu. Cztery krewetki jakie mi zostały wówczas śmigają do teraz a jedyna z tej czwórki samiczka taiwana którą akurat rozróżniam bezbłędnie spośród dokupionych lokatorów, zaczęła nosić jaja.
Mało tego, zmineralizowałem wówczas wodę samym wapniem i magnezem do twardości 9gh by osiągnąć przewodność około 250 mikrosimensów. To tylko mnie utwierdziło, że nie w mineralizatorach był problem z wylinką.

Powietrze i filtracja

To najciekawsza kwestia bo łatwo pomylić wydajność filtracji z dostępnością tlenu.
W mrocznej krainie krewetkarstwa ludzie łapią się za zwiększanie filtracji montując kaskady a nawet kubły z najlepszą na rynku ceramiką co ma być lekarstwem na ciągłe nieudane próby utrzymania pupilów przy życiu.
Nagle jednak okazuje się, że doświadczeni hodowcy prezentują na filmach i zdjęciach rozwiązania których konstrukcja sięga czasów Gierka. Zwykła gąbka napędzana powietrzem...
No jak to tak? Przecież powinni doczekać się zagłady przy tak nędznej szybkości filtracji o nędznej jakości gąbki w stosunku do najlepszych ceramik nie wspominając.
A już zupełnie dobija nieszczęśników psychicznie ilość krewetek maszerujących po zbiorniku w ilości niemal równej ilości granulek podłoża i co najgorsze, zdechnąć żadna nie chce.
No to znaczy, podłoże jest najważniejsze. To ono wszystko robi: zmiękcza, zakwasza na odpowiedni odczyn i w ogóle najważniejszy ratunek daje...
Jak się  pechowi mroczni akwaryści wkrótce przekonali, podłoża najróżniejszych marek nie przyniosły ukojenia i sielskiego prowadzenia zbiornika. Ku swojej grozie i rozpaczy znów zostali dobici jak zobaczyli, że doświadczeni kreweciaże z jasnej strony zaczęli (pewnie specjalnie ;) ) do tych zbiorników z prymitywnymi filtrami na powietrze sypać tylko tyle podłoża, że ledwie zakrywało dno...
No to już gwózdz do trumny. Wszelkie nadzieje stracone jedynym wyjaśnieniem jakie zostaje to: wiszące fatum, ktoś z rodziny pod naszą nieobecność czegoś dosypuje itd, itd...
A wyjaśnienie filtracji wygląda tak:

   
   


Powietrza i jeszcze raz powietrza.
Nic tak nie pożera tlenu jak fauna bakteryjna. Bakterie wolą zawsze tlen do rozkładu związków organicznych i będą go zużywać bez umiaru jeśli będą miały ciągły dostęp. Z braku, wezmą się za fermentację a nie utlenianie i problemy gotowe. Nie pomoże żadna najwydajniejsza filtracja bo ilość tlenu jaką nam rozpuści w wodzie na przykład filtr kaskadowy jak w moim przypadku, może okazać się z czasem niewystarczająca bo równa zużyciu tlenu przez sam filtr. A gdzie jeszcze odpowiednia ilość na dotlenienie podłoża ? Z takiego powodu wystarczyło bym dołączył zwykłą kostkę napowietrzającą. Owszem ludzie mają same kaskady, kubły i im wystarcza ale to jak już wiemy z akwarystyki w ogóle, nie musi sprawdzić się u nas.
A ostatnia drobnostka w sumie to temperatura. Dopiero po zaopatrzeniu się w najzwyklejszy termometr laboratoryjny i porównaniu go razem z kupionym zwykłym termometrem elektronicznym okazało się, że mam nie 25 a 26,7 stopni w akwarium. Nie zdychały już mimo to w tej temperaturze ale rozmnażać się zaczęły dopiero po przestawieniu zbiornika w inne miejsce, niżej gdzie mają średnią 23-24 stopni.
Diabeł tkwi w szczegółach jak mówi stare przysłowie i trudno mi się z tym nie zgodzić. :)
Odpowiedz
#2
Jarecki!!!! Jak zawsze Twoje pisanie czytam z zapartym tchem. Super sprawa; świetna nauka- jak zwykle Twoja naukowa wręcz recenzja doświadczenia
Pozdrawiam
Marcin!

Moje filmy
Moje ryby

[Obrazek: baner1.gif]
Odpowiedz
#3
Świetny opis. Dla mnie najcenniejsze uwagi o bakteriach i tlenie :)
Tam gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli samodzielnie.
Odpowiedz
#4
W końcu znalazłem czas by przeczytać post. Świetne spostrzeżenia z tym tlenem!

Wysłane z mojego SM-A520F przy użyciu Tapatalka
[Obrazek: baner1.gif]
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości